Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Fotogaleria
    Nowe forum     Reklama     Katalog firm     Archiwum
Dzisiaj jest: 13 listopada 2018, wtorek.  Imieniny: Arkadiusza, Arkadego, Krystyny, Stanisława, Stanisławy

R E K L A M A















free counters


NIC NIE DZIEJE SIĘ PRZYPADKOWO
o aktorstwie, pasji i realizacji marzeń z Robertem Mania rozmawia Marcin Małecki



Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni byłeś jednym z dwudziestu szczęśliwców, którzy dostali się do Szkoły Teatralnej we Wrocławiu.

- Tak pamiętam, było to jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego, wiec oprócz ogromnej radości towarzyszyła mi niepewność, ale ja lubię ten stan, lubię wyzwania, chwile w których życie zmusza mnie do maksymalnego wysiłku. Wtedy okazuje się ile jesteśmy tak naprawdę warci.

Minęły niespełna 3 lata, a talent Twój dostrzegli dyrektorzy teatru w Jeleniej Górze.

- Egzaminy w szkole teatralnej mają otwarty charakter, oznacza to, że każdy może przyjść i zobaczyć wynik semestralnej pracy. Z tego przywileju skorzystał Wojciech Klemm, dyrektor artystyczny z Jeleniej Góry, który zjawił się na egzaminie ze scen współczesnych. Kilka dni później zadzwonił do mnie i poprosił o przyjazd do teatru na przesłuchanie. W pierwszej chwili myślałem, ze to sen. Z opowieści jakich nasłuchałem się od kolegów, którzy skończyli już szkołę zdobycie pracy w teatrze nie jest takie proste. Szybko sprowadziłem siebie sam na ziemie, powtarzając sobie: "to dopiero przesłuchanie, nic innego jak casting" i w myśl powiedzenia, że lepiej jest się miło zaskoczyć, niż niemiło rozczarować podszedłem do całej tej sytuacji z dużym spokojem. Pamiętam, że kiedy przyjechałem do Jeleniej Góry było słoneczne przedpołudnie. Specjalnie pojechałem tam wcześniej, żeby poznać miasto, znaleźć teatr, mieć czas na oswojenie się z całą sytuacją. Wiedziałem, że muszę pamiętać przede wszystkim o tym, żeby być sobą, nie dać się tremie, a już najważniejsze - żeby się dobrze bawić... Teatr zrobił na mnie ogromne wrażenie, sam budynek pochodzi z początku XX w po wejściu do środka człowiek przenosi się w zupełni inny świat. Kiedy przekraczałem próg pomyślałem skrycie, że chciałbym być jego częścią. Przesłuchanie odbywało się na dużej scenie, na widowni siedziało kilka osób, wśród nich dyrektor. Poprosili mnie o kilka tekstów, zadali kilka etiud i powiedzieli że dadzą znać. Spoglądanie na telefon, który wciąż milczy nie należy do największych przyjemności, ale Wojciech Klemm w końcu zadzwonił... i poprosił żebym znów przyjechał do Jeleniej. Więc wsiadłem w pociąg i pojechałem na kolejne przesłuchanie. Muszę się przyznać, że wtedy przez moment poczułem, o co walczę. Nagrodą w tym "wyścigu" był angaż, żeby dobrze wypaść musiałem szybko o tym zapomnieć. I chyba mi się to udało...

Co dalej ze studiami?

- Studia w szkole teatralnej trwają cztery lata, z których ostatni jest przeznaczony na przygotowanie spektaklu dyplomowego, wieńczącego umiejętności studenta i napisanie pracy magisterskiej. Spektakl, nad którym zacznę pracę w Jeleniej, będzie zaliczony jako mój dyplom. Większość ważniejszych zajęć kończy się wraz z trzecim rokiem, więc nie przeszkadza mi to na stałe przenieść się do Jeleniej Góry i tam rozpocząć pracę w teatrze.

Jak zapamiętasz szkołę, z której nieco wcześniej odchodzisz?

- Szkoła teatralna to bardzo specyficzne miejsce. Momentami przypomina klasztor, przede wszystkim ze względu na swoją hermetyczność, małą liczbę studentów i specyficzny rytm życia. Budynek szkoły położony jest w przedwojennej dzielnicy willowej na "Krzykach". Znajomi, którzy mnie odwiedzali śmiali się, że z zewnątrz przypomina szkołę Harrego Pottera. W czasie studiów, jak w życiu, bywało różnie, lepiej i gorzej. Każdy sukces (jeżeli o takim można w ogóle mówić na poziomie szkoły), każdą porażkę okupowało się tą samą ilością potu, czasem nawet łzami. Z czasem szkoła stała się drugim domem. Myślę, że dopiero teraz będę doceniał smak kawy pitej rankiem na ławce przed szkołą, że z pewnością zabraknie mi miejsc, w których się zaszywałem by pobyć tylko ze sobą, że docenię zmęczenie i późne powroty po próbach do domu. Przede wszystkim zabraknie mi ludzi i rodzinnego klimatu, którego zazdroszczą wrocławskiej szkole inne szkoły teatralne. Wydaje mi się, że nie ma tu takiej rywalizacji pomiędzy studentami, jest inne podejście do pracy, większa samodzielność i pracowitość.

A co z Wrocławiem, będziesz tęsknił za tym miastem?

- Jasne, że będę... zostawiam tu jedne z piękniejszych wspomnień. Jest takie hasło reklamowe, że "Wrocław to stan świadomości", to miasto gdzieś mnie przeniknęło, przesiąknąłem nim. Wiem, że Wrocław pozostanie już moim miastem. Z drugiej strony położenie Jeleniej Góry jest bardzo atrakcyjne. To dobre zaplecze na krótkie wyjazdy w góry. Myślę, że nic nie dzieje się przypadkowo, a miasto pewnie też da się polubić.

Każdy aktor ma swoją definicję aktorstwa. Czym ono jest dla ciebie?

- Dla mnie aktorstwo jest tym, czym dla Kubicy jest jazda bolidem F1 - jest pasją. Myślę, że pasja jest połączona symbiozą ze szczęściem. Wierzę głęboko w to, że sekret szczęścia tkwi w pasji. Jeżeli człowiek obdarzy pasją to co robi, to nie tylko mu to wyjdzie, ale przyniesie również szczęście... Teatr ukazuje "refleksy życia", na scenie wszystko oczywiście jest pewną iluzją, ale odnosi się bezpośrednio do życia, do człowieka i jego problemów. Dlatego aktorstwo jest dla mnie sztuką postrzegania rzeczywistości, która mnie otacza (może to pozostałość po trzech latach geografii, której nie dokończyłem), to przyglądanie się ludziom ich problemom, ich reakcjom, to ciągłe gromadzenie aktorskiego materiału, który później może przydać się przy budowaniu postaci. Aktor musi być psychologiem, bo obszarem jego zainteresowań jest drugi człowiek.

Czy kreowanie postaci jest Twoją jedyną pasją?

- Myślę, że gdybym żył tylko teatrem mógłbym zbzikować. Zawsze potrzebna jest jakaś odskocznia. Człowiek musi gdzieś wyjechać, zdystansować się, pozwolić sobie na odrobinę refleksji. Drzemie gdzieś we mnie głód podróży, chęć przeżywania kolejnych przygód, sprawdzenia siebie. W dużej mierze ten wieczny niepokój zaspokajam wyjazdami rowerowymi z Rowerową Sekcją Turystyczną. Dużo razem jeździmy. Bywały takie lata, kiedy w dwa miesiące byliśmy w stanie nakręcić cztery tysiące kilometrów. Poza tym biegam, lubię majsterkować, mam to po tacie.

Po kim odziedziczyłeś talent aktorski?

- Trudno powiedzieć. Szczególnie na spotkaniach rodzinnych trwają spory na ten temat. Talent to dopiero połowa sukcesu, o wiele ważniejsza jest praca i wysiłek jaki wkłada się we własny rozwój. Dzięki ciągłemu "niepokojowi", że można zrobić coś jeszcze lepiej, rozwijamy się. Profesjonalizm charakteryzuje się tym, że stale od siebie czegoś wymagamy, oczywiście pod warunkiem, że nie staje się to naszą maniakalną obsesją.

Teatralne role dopiero przed Tobą. Jakim aktorskim dorobkiem możesz pochwalić się do tej chwili?

- Po raz pierwszy zadebiutowałem na ekranie w filmie krótkometrażowym reklamującym Wrocław, gdzie zagrałem rolę młodego księdza. Wcieliłem się też w postać Czesia (chłopaka z Wadlewa) w serialu "Pierwsza miłość". Ostatnio miałem też swój debiut w najnowszym wideoklipie "Wezmę Cię ze sobą" zespołu Czerwonych Gitar. W międzyczasie było kilka mniejszych amatorskich produkcji, nie mających znaczenia na "dużym ekranie".

Jakie są twoje dalsze plany zawodowe?

- Teraz priorytetem jest pierwsza premiera w tatrze, która odbędzie się pod koniec września. Wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć i czeka mnie długa droga, ale czuje że spotka mnie coś wielkiego. W każdym razie jestem otwarty na to, co przyniesie mi los, jak na razie mnie nie zawiódł.

Dziękuję za rozmowę

Robert Mania: maniar@autorgaf.pl


Robert Mania

Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze

Szkoła Teatralna we Wrocławiu
O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |  Czarnkow.pl  |   NetBase Czarnkôw  |  Strony WWW o Czarnkowie
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 22U, tel./fax (067) 356-68-35, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.