Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Fotogaleria
    Nowe forum     Reklama     Katalog firm     Archiwum
Dzisiaj jest: 17 kwietnia 2021, sobota.  Imieniny: Klary, Roberta, Rudolfa, Stefana

R E K L A M A



free counters


TRZY ODSŁONY NARODOWEGO ŚWIĘTA



Połowa sierpnia to nie tylko długi wakacyjny weekend. Pamiętamy o Bitwie Warszawskiej oraz obchodach maryjnego święta. Przedstawiciele władz miasta, mieszkańcy oraz samorządowcy złożyli wiązanki kwiatów pod pomnikami pamięci narodowej oraz uczestniczyli w intencyjnej mszy świętej. Uzupełnieniem obchodów były atrakcje kulturalne, uliczny teatr oraz występ chóru Uniwersytetu Warszawskiego.

100. rocznica Cudu nad Wisłą

Czy Polacy znają swoją historię? Czy wiemy dlaczego świętujemy kolejną rocznicę Bitwy Warszawskiej? Kiepsko z tym. Najpowszechniej znanymi faktami dotyczącymi historii Polski są: Bitwa pod Grunwaldem, Chrzest Polski i rozpoczęcie II wojny światowej. Reszta raczej ginie w mrokach pamięci przeciętnego Polaka. Na szczęście przeciętnego, bo wiele osób interesuje się historią oraz podkreśla jej znaczenie dla świadomości narodowej. Przypomnijmy zatem, co wydarzyło się przed stu laty, tuż po odzyskaniu długo oczekiwanej niepodległości. Po zakończeniu I wojny światowej, świat ulegał niezwykłym przeobrażeniom. Nie zawsze pozytywnym. Polska odzyskała niepodległość, ale tuż za jej granicami rozlewała się sowiecka rewolucja. Groźna, niszczycielska, ekspansywna. Jej celem było wywołanie niepokojów w Europie. Traktaty, które miały gwarantować powojenne bezpieczeństwo nie były doskonałe. Łamano je wielokrotnie. Na bazie roszczeń i pretensji, już na początku 1919 roku rozpoczęła się na wschodniej granicy Polski, nigdy niewypowiedziana wojna polsko - rosyjska. Wojna toczona w wyjątkowo niekorzystnej dla nas sytuacji. Siły polityczne i militarne tworzącego się państwa polskiego, po epoce zaborów i trwającej pięć lat wojnie światowej, były skromne. Początek kampanii, pomimo okazjonalnych sukcesów, był niekorzystny. Wojna trwała dwa lata i rozgrywała się na znacznym obszarze kraju. Jej przełomowym momentem była Bitwa Warszawska, która rozegrała się w połowie sierpnia 2020 roku. Była wielkim sukcesem militarnym i koncepcyjnym marszałka Józefa Piłsudskiego. Historycy zgodnie twierdzą, że uratowała nie tylko Polskę, ale i Europę przed inwazją komunizmu. Imperialistyczne plany ideologii leninowskiej zostały w tej części świata zatrzymane. Bitwa jest uważana za jedną z najistotniejszych w dziejach świata.

Polowa msza święta

Podczas polowej mszy świętej ksiądz proboszcz Krzysztof Sobkowiak nawiązał do Cudu nad Wisłą - Trzeba pamiętać, że sto lat temu cała Polska pogrążona była w lęku przed armią sowiecką. W Warszawie i na Jasnej Górze trwały nowenny w intencji Ojczyzny. Wszędzie proszono Matkę Boską o łaskę. Maryja wysłuchała modlitw. Czternastego sierpnia pod Osowem objawiła się żołnierzom sowieckiej armii. Widoczna była tylko im. I wywołała prawdziwą trwogę. Krzyż księdza Skorupki i wizerunek Matki Bożej przeraziły bolszewików. Kolejnego dnia, podczas bitwy pod Radzyminem, Matka Boża ukazała się Sowietom w otoczeniu słynnej husarii spod Wiednia. To nie było objawienie, które widziało kilka osób. Wizerunek w jednym miejscu i czasie zobaczyły setki osób. To był punkt zwrotny wojny polsko - bolszewickiej. Cud nad Wisłą to fakt historyczny i nie wiadomo dlaczego często zapisuje się go z użyciem cudzysłowu. Jakby poddawano w wątpliwość jego istnienie. Historycy wynoszą talenty dowódców oraz dzielność żołnierzy. To wszystko prawda. Ale nie wolno zapominać o roli Matki Boskiej i Bożej Łasce.

Przed mszą świętą, jak i po jej zakończeniu, składano wiązanki kwiatów pod pomnikami. Najpierw zgromadzono się przy Pomniku Wolności. Później przy wizerunku postaci Powstańca Wielkopolskiego. W uroczystości uczestniczył między innymi wicewojewoda Jarosław Bieniek. Zapytany o swoją obecność w Czarnkowie mówił – Mamy obowiązek pamiętać o świętach, które są w historii Polski i Kościoła ważne. Są wydarzenia, bez których nasze państwo by nie istniało. Setna rocznica Cudu nad Wisłą była takim wydarzeniem. Wojna z bolszewikami po odzyskaniu niepodległości była kluczowa dla dziejów Polski, a także Europy. Zatrzymaliśmy ekspansję komunizmu na zachód. Należy pamiętać, że także wojska z Wielkopolski brały udział w tej wojnie. Należy się im za to hołd i pamięć. Dodatkowo, jak słyszeliśmy z ust księdza odprawiającego mszę, fakty historyczne tamtych czasów, były nierozerwalne związane z ingerencją i wolą Matki Boskiej. To stanowi o korzeniach i sile naszej państwowości. Polska jest wierna Kościołowi. I wiara w Boga czyni nas dziś wolnymi. Dlaczego jestem akurat w Czarnkowie? Chcemy jako obóz władzy być blisko ludzi. Nie ważne czy jest to Poznań, Warszawa, Konin. Jako wojewodowie wielkopolski postanowiliśmy być w tym dniu z mieszkańcami Wielkopolski. Miejsce nie jest aż tak istotne. Liczy się intencja, nie geografia.

Uliczny teatr

W sobotę w godzinach wieczornych na Placu Wolności odbył się spektakl teatralny w wykonaniu zespołu pantomimy z Warszawy. Teatr "Akt" wystąpił u nas nie po raz pierwszy i jego inscenizacje były zawsze owacyjnie przyjmowane. Przypomnijmy jednak. Korzenie zespołu sięgają początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy absolwenci Akademii Pantomimy przy Teatrze Żydowskim w Warszawie utworzyli własny teatr. Inicjatorami byli dzisiejsi aktorzy i twórcy spektakli Agnieszka i Tomasz Musiałowicz i Marek Kowalski. W tym czasie sztuka uliczna, w dodatku oparta na pantomimie, była rzadkością. Członkom grupy potrzeba było sporo odwagi i samozaparcia, by znaleźć widownię oraz przychylnych recenzentów. "Akt" się jednak obronił. Broni się też i dziś, mając na swoim koncie wiele sukcesów, nagród oraz wyróżnień. Plenerowe, wielobarwne, połączone z fajerwerkami spektakle budzą zachwyt w największych miastach Polski, a także Europy. Od kilku lat, dzięki staraniom dyrekcji MCK oraz sponsoringowi lokalnej firmy, mamy możliwość oglądania przedstawień "Aktu" co dwa lata. Sztuka, którą obejrzeliśmy w minioną sobotę nosi tytuł "Ja gore". Ten spektakl to klasyka zespołu. Tematem jest ogień, który niesie z sobą niebywałe emocje, energię oraz symbolikę. Bez ognia paradoksalnie nie ma życia, rozwoju, trwania. Trudno więc o większą fascynację; zarówno techniczną jak i kulturową. Spektakl jest dziełem zbiorowym aktorów "Aktu". Powstawał przez kilka lat, podczas podróży grupy, na wulkaniczne wyspy, położone wokół Sycylii. Był prezentowany w Rzymie, Palermo, Warszawie, a także Tokio. Sponsorem głównym spektaklu była firma Komat. Podziękowania należą się również druhom z OSP Sarbka – Sarbia.

Rozmowa z Agnieszką Musiałowicz, założycielką, aktorką i współtwórczynią spektakli

Pamięta pani, który już raz jesteście ze spektaklem w Czarnkowie?

- Dzisiaj przed spektaklem próbowaliśmy liczyć, który to już raz tutaj występujemy. Po wspólnej dyskusji okazało się, że to już szósty spektakl dla czarnkowskiej publiczności i nie żałujemy, że to tak długo trwa. Już od pierwszego razu, a był to Dzień Bliźniaka, bardzo nam się u Was podobało. To święto było wyjątkowe. Jedyne w Polsce i zrobione z wielkim rozmachem. Myślę, że z widownią oraz dyrektorem Janem Pertkiem bardzo się polubiliśmy i to zaowocowało kolejnymi przyjazdami. Powstała fantastyczna tradycja. W połowie sierpnia od lat pojawia się w Czarnkowie teatr uliczny. Mamy też nadzieję na dalszą kontynuację ulicznego grania u Was. Widzimy, że coraz więcej publiczności przychodzi na spektakle, a wystawiane sztuki są coraz lepiej odbierane.

Występujecie na całym niemal świecie. W wielkich miastach. Powiatowe miasteczko Was nie nudzi?

- Absolutnie nie. My właśnie lubimy występować w takich niewielkich miejscowościach. To specyfika naszej pracy, ulica, rynek, często przypadkowi ludzie. Owszem gramy we Włoszech, Japonii, Chinach, w wielkich ośrodkach miejskich, ale zawsze na pierwszym miejscu są spektakle takie jak u Was. W niewielkich miejscowościach. To przecież esencja ulicznego grania. Zdarzają nam się mniejsze place i mniejsze widownie. Nie lekceważymy ich. Wprost przeciwnie. Ludzie często w takich miejscach spotykają się z teatrem po raz pierwszy. Wtedy jest to prawdziwe święto dla nas i tych ludzi. W takich miejscach czujemy, jak wzajemnie jesteśmy sobie potrzebni. W Czarnkowie klimat jest wyjątkowy. Czujemy kontakt z publicznością. My karmimy się energią ludzi, a oni naszą. Jeśli ta więź jest obopólna, to jest wspaniale. I wielkość miasta, oraz ilość jego mieszkańców, nie ma tu nic do rzeczy.

Spektakl, który dziś przedstawiliście nosi tytuł "Ja gore", czyli płonę. Kto zatem w sztuce płonął i dlaczego?

- Dziś autentycznie i w sposób niezaplanowany zapłonęła nasz aktorka Karolina. To był najprawdziwszy wypadek. W przedstawieniu używamy prawdziwego ognia i tym razem zapaliły się włosy aktorki. W tego rodzaju przedstawieniu może się zdarzyć wszystko. Na tym też polega jego magia. Wszystkiego do końca nie da się przewidzieć. Często zmuszeni jesteśmy do improwizacji. Karolina w pewnym momencie dotknęła ognia i zapaliły się jej włosy. Tytuł stał się więc tym razem faktem. Aktorka zapłonęła naprawdę! Do tej sztuki wróciliśmy po kilku latach. Ogień jest przyjazny, kiedy jest okiełznany. Ulica też lubi ogień, bo jest on bardzo widowiskowy. Ten spektakl powstawał na Sycylii, gdzie z wielu zagranicznymi grupami tworzyliśmy wspólne ogniowe dzieła. Kilka z tych pomysłów, przenieśliśmy na własny grunt i pokazywaliśmy to w Polsce. A dziś w Czarnkowie. To opowiadanie o tym jak żywioł ognia wpływa na człowieka. Jak bardzo ogień jest kreatywny, twórczy i ekspresyjny. Ogień jest żywy i wszechobecny. Ogień to też uczucia, w tym miłość. Jego energia i plastyka jest niesamowita.

Jak wpłynęła na Was pandemia?

- Dokuczyła nam bardzo. Nie odbyło się wiele festiwali oraz imprez związanych z teatrem plenerowym. Działamy jako stowarzyszenie i to nam pomogło przetrwać. Od czerwca wznowiliśmy spektakle w teatrze i na ulicach. Odwołano około 80 % imprez, jednak pozostałe pozwoliły nam przynajmniej istnieć. Lato pozwoliło nam nieco odżyć. Dziś gramy w Czarnkowie, jutro w Warszawie, są też kolejne spektakle. Nie narzekamy, nie poddajemy się i czekamy z nadzieją na lepsze czasy.

"Miłość nieduża"

Ostatnim akordem świątecznych obchodów był występ Chóru Kameralnego Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego pod dyrekcją Andrzeja Borzyma. To wspaniały chór, który występuje nie tylko podczas akademickich uroczystości. Grupa ma za sobą występy w Polskim Radio i TVP, a także z najlepszymi orkiestrami oraz znakomitymi muzykami wszelkich stylów i specjalności: Olga Pasiecznik, Jakub Józef Orliński, Anna Radziejewska, Lilianna Stawarz, Marek Toporowski, Krzysztof Herdzin, Justyna Steczkowska, Wojciech Rajski, Magda Umer, Grzegorz Turnau, Henryk Miśkiewicz i wielu innych. Dyskografia chóru to 12 płyt, w tym polskie i światowe prawykonania współczesnych utworów, a także gościnny udział w nagraniach Artura Andrusa czy Michała Bajora. Zespół koncertował już w 17 krajach na 4 kontynentach, m.in. w Chile, Egipcie, RPA, Gruzji, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Norwegii, Rosji, Włoszech, na Islandii i Ukrainie. Repertuar chóru, to przede wszystkim muzyka polska – dawna i współczesna, a także XVI/XVII-wieczne utwory z kręgu muzyki włoskiej, hiszpańskiej i angielskiej. Jedną ze specjalności chóru jest polski repertuar kolędowy, wzbogacony o pieśni staropolskie i wiele zagranicznych. W repertuarze wokalno-instrumentalnym zespołu znajdują się dzieła Bacha, Haendla, Telemanna, Hassego, Charpentiera, Zelenki, Purcella, Mozarta, Haydna, Faure’go. Szczególnie cenione są przez publiczność programy rozrywkowe w chóralnych aranżacjach Andrzeja Borzyma z piosenkami Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego oraz Agnieszki Osieckiej. Taki właśnie program, zatytułowany "Miłość nieduża", mogliśmy zobaczyć na zakończenie obchodów sierpniowego święta. Dla fanów twórczości Kabaretu Starszych Panów była to prawdziwa uczta. Wspaniale zaśpiewane teksty oraz aranżacje mogły zadziwić i wprawić w doskonały humor odbiorców sztuki nie tylko chóralnej.

O sobie i chórze mówi dyrygent Andrzej Borzym

Czy to prawda, że spędza Pan z chórem wakacje w pobliskiej Pestkownicy koło Krzyża?

- Przyjechaliśmy na koncert do Czarnkowa prosto z Warszawy, ale rzeczywiście, zaraz po występie jedziemy do Pestkownicy, gdzie zamierzamy odpoczywać. Ale nie tylko. Dla nas to właściwie obóz szkoleniowy. Corocznie organizujemy taki wyjazd, który łączy pracę z wypoczynkiem. Są to różne miejsca, czasem góry, morze. W tym roku wybraliśmy jeziora w Waszym powiecie. To są wyjazdy rodzinne. Każdy wybiera coś dla siebie, organizuje czas, a popołudniami pracujemy zespołowo.

Chór kojarzy się zwykle z muzyką klasyczną. A u Państwa dziś kabaretowo. Jak to jest możliwe?

- Nie jest to przypadek. Mój tato przez wiele lat współpracował z Kabaretem Starszych Panów. Był odpowiedzialny za instrumentację ich piosenek do momentu, aż Jerzy Wasowski zaczął robić to samodzielnie. Tak więc można śmiało powiedzieć, że w tym repertuarze "siedziałem" od najmłodszych lat. Nie potrafiłem jeszcze dobrze wymówić słów i tytułów ich piosenek, kiedy już je słyszałem. Stało się więc nijako oczywiste, że kiedy zacząłem pracować z chórem, pomysł śpiewania piosenek Starszych Panów powinien się zrealizować. Aranżowałem te utwory tak, by mógł je śpiewać chór. A jak to wypada? Za chwilę Państwo usłyszycie. Śpiewamy te piosenki już od dwudziestu lat. Zaczęliśmy od kilkunastu. Dziś mamy w repertuarze kilkadziesiąt. Część została nagrana na płytę i ciągle aranżujemy nowe. Dzisiejszego wieczoru usłyszycie Państwo najbardziej znane przeboje autorstwa Starszych Panów, a także Agnieszki Osieckiej.

Moje zdziwienie wzbudził fakt, że jest Pan nie tylko dyrygentem, ale też kontrabasistą. Prawda to?

Prawda. Kontrabas to moja wielka miłość. Grałem muzykę jazzową przez wiele lat. Potem dyrygentura nie pozwalała już na taki kompromis. Żałuję tego bardzo i brakuje mi gry na kontrabasie. Miałem przyjemność grać ze znanymi muzykami. Czasem mam ochotę jeszcze zagrać, ale czasu brakuje zdecydowanie. Na obronę muszę dodać, że muzyka Wasowskiego jest przecież bardzo blisko jazzu. Także piosenki Agnieszki Osieckiej były komponowane przez wybitnych jazzmenów, by wymienić Krzysztofa Komedę czy Włodzimierza Nahornego. Elementy jazzu są więc w mojej pracy ciągle obecne.
Piotr Keil

Oficjalne uroczystości





Fot. Piotr Keil

Spektakl






Fot. Marcin Małecki

Koncert



Fot. Piotr Keil

Plakat ogólny
Plakat spektaklu
Plakat koncertu
O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |   Miasto Czarnków  |   Miejskie Centrum Kultury
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 21/37, tel./fax 600 545 261, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.