Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Fotogaleria
    Nowe forum     Reklama     Katalog firm     Archiwum
Dzisiaj jest: 13 maja 2021, czwartek.  Imieniny: Magdaleny, Piotra, Roberta, Serwacego

R E K L A M A



free counters


CHÓR "HARMONIA" MA NOWEGO DYRYGENTA


Informujemy wszystkich miłośników muzyki i sympatyków czarnkowskiego męskiego chóru "Harmonia", że na grudniowym posiedzeniu Zarząd chóru wybrał nowego dyrygenta. Został nim druh Jan Łączkowski, dotychczasowy chórzysta, akompaniator i korepetytor śpiewu. Zastąpi on zmarłego w listopadzie Michała Górznego, który prowadził zespół przez 27 lat, od jego reaktywacji w 1993 r.

Panu Janowi serdecznie gratulujemy i życzymy, aby czarnkowska "Harmonia" pod jego batutą kontynuowała piękną chóralną tradycję i wciąż była muzyczną wizytówką Czarnkowa.
Ryszard Kukawka - prezes chóru "Harmonia"
Jan Pertek - dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Czarnkowie



Po nagłej i niespodziewanej śmierci Michała Górznego, muzyczny świat Czarnkowa zastygł w bezruchu. Wieloletni dyrygent chóru "Harmonia" wydawał się być filarem, opoką i człowiekiem nie do zastąpienia. Pytano, czy ktoś odważy się pójść w jego ślady? Zadania podjął się Jan Łączkowski, dotychczasowy chórzysta, akompaniator i korepetytor śpiewu.

- Michał Górzny pozostawił po sobie naprawdę wiele. Dokonania chóru "Harmonia" są imponujące. Najcenniejszy okazuje się jednak fakt, że wraz z jego odejściem zespół trwa nadal. Nie pozostawił po sobie przysłowiowej "spalonej ziemi". To także efekt jego pasji, wytrwałości oraz oddania. Najtrudniej jest się podnieść po zadanym niespodziewanie ciosie. "Harmonia" tego już dokonała. To także zasługa Michała, który dał miastu sprawnie działający zespół ludzi. Ludzi, którzy się znają, szanują i potrafią współpracować. Jak mocny to organizm zapewne się przekonamy, kiedy po okresie pandemii będą mogli znów wyjść na scenę. Chór poprowadzi Jan Łączkowski, którego po nominacji poprosiliśmy o rozmowę.

Kiedy po raz pierwszy usłyszał Pan chór "Harmonia"?

- Było to bardzo dawno temu, bo w roku 1957. Zapamiętałem akademię zorganizowaną w starym kinie na ul. Wodnej "ku czci" pierwszego maja. Byłem wtedy uczniem VIII klasy czarnkowskiego liceum i jednocześnie członkiem zespołu instrumentalnego stworzonego ad hoc na tą okoliczność przez ówczesnego kierownika Powiatowego Domu Kultury pana Maksymiliana Kubackiego. Na tej imprezie po raz pierwszy i niestety ostatni słyszałem męski powojenny chór "Harmonia" pod dyrekcją Maksymiliana Kubackiego z solistą Piotrem Jaremko. Chór ten powstał w roku 1947 i działał do roku 1958, czyli do wyjazdu pana Maksymiliana do Ostródy.

Jak doszło do współpracy Pana z chórem?

- Byłem zaproszony przez Michała Górznego na zebranie reaktywujące chór męski "Harmonia" w dniu 9 grudnia 1993 roku, lecz niestety nie mogłem w nim uczestniczyć. Dołączyłem do grona "Harmonistów" w styczniu 1994 roku. I tak to trwa już dwadzieścia siedem lat.

Jakie pełnił Pan w nim funkcje?

- Ze względu na barwę i skalę głosu zostałem zakwalifikowany przez "maestro" Michała do drugich tenorów. Tak się dziwnie składa, że gdzie się pojawiałem, kojarzono mnie z "klawiszami", tak też było w "Harmonii". Pojawiły się utwory, które lepiej i ciekawiej brzmiały z akompaniamentem fortepianowym, no i w zasadzie z konieczności padło na mnie. Na szczęście po pewnym czasie zasilił nas Władysław Górzny, a później Mieczysław Wilant, którzy wybawili mnie z tego, co prawda przyjemnego, ale stresującego zadania. Zdawałem sobie sprawę, że profesjonalne brzmienie chóru, a do takiego dążymy, wymaga profesjonalnego akompaniamentu. Z racji moich zainteresowań pozamuzycznych od wielu lat zajmuję się opracowywaniem komputerowym partytur i rozpisywaniem ich na głosy (dawniej wymagało to ręcznego wpisywania każdej nutki na papierze). Pełnię też funkcję korepetytora, jak również od początku jestem członkiem Zarządu chóru.

Na pewno ma Pan wiele wspomnień związanych z zespołem. Może przypomni Pan najważniejsze, najciekawsze, najzabawniejsze?

- Przez tych dwadzieścia siedem lat zebrało się tego dużo. Każdy koncert, każdy wyjazd pozostawił jakiś ślad w pamięci. Najbardziej zapadają w pamięć wyjazdy w miejsca niekoniecznie odległe, ale związane z ciekawą historią, ciekawymi ludźmi. Dzięki "Harmonii" mogliśmy być za wschodnią granicą na ziemiach związanych z naszą przeszłością. Na przykład w Wilnie, w kościele w Nowowilejce, gdzie w czasie mszy św. i na koncercie widzieliśmy zapłakane twarze rodaków tam mieszkających, zapraszających do swoich domów, chłonących polskość. Niezapomniany był koncert w tzw. Czerwonym Kościele w Mińsku, zbudowanym z prawdziwej czerwonej cegły, jedynym ocalałym kościele w centrum otoczonym "budowlami komunizmu" z pomnikiem Lenina włącznie. Kościół zamieniany był kolejno na kino, halę sportową, magazyny i uporządkowany przez Polaków gołymi rękoma w tajemnicy przed władzami. W Sanktuarium Matki Bożej Rudeckiej na Ukrainie przyszli na nasz koncert Polacy z odległych miejscowości, aby posłuchać polskiej pieśni i móc porozmawiać po polsku. Niezapomniane są wyjazdy na zaproszenie "naszego" ambasadora p. Jerzego Niesyto do Szwajcarii, Estonii i Finlandii. Mieszkanie w schronie przeciwatomowym (oczywiście z wszelkimi wygodami, co prawda łóżka trzypiętrowe) w Szwajcarii, jak i zakwaterowanie w koszarach bazy morskiej Armii Fińskiej pozostawiły niezatarte wspomnienia. Oczywiście nie tylko zagranica: koncert i oprawa mszy św. w katedrze w Oliwie, transmitowana przez pr. I PR, msza św. w Bazylice św. Krzyża w Warszawie, Apel Jasnogórski, w Zakopanem kościół na Krzeptówkach, Dworek Chopina w Dusznikach, Festyn Parafialny w Piastowie pod Warszawą i cały szereg innych miejsc i zdarzeń które przyjemnie się wspomina. Wszystko to dzięki "Harmonii".

Jak Pan wspomina Michała Górznego? Zgadzaliście się? Byliście scenicznymi przyjaciółmi? A może rywalami?

- Chór, jak każdy zespół, nie tylko artystyczny, aby osiągać założony poziom nie może być instytucją demokratyczną. Dyrygent musi być samodzielny z jasno wytyczonym celem, do którego potrafi przekonać chór. Michał znał możliwości wszystkich śpiewaków i dobierał repertuar tak, aby chórzyści z przekonaniem uczyli się swojej partytury, a efekt tego podobał się słuchaczom. Sposób pracy z chórem realizowany przez Michała był profesjonalny pod względem merytorycznym, i co ważne, także metodycznym, oparty na przyjacielskich stosunkach ze wszystkimi chórzystami. Mam może trochę inny pogląd na sposób harmonizacji niektórych utworów, czy ich fragmentów, wynikający z mojego zainteresowania jazzem, za którym Michał, oględnie mówiąc, nie przepadał. Oceniam naszą współpracę modelowo, byliśmy przyjaciółmi znającymi się od ponad pięćdziesiąt lat, bez jakichkolwiek animozji, zawsze się wspieraliśmy.

Proszę przedstawić się naszym czytelnikom, opowiedzieć o sobie. Jest Pan czarnkowianinem?

- Urodziłem się podczas II wojny światowej, czyli bardzo dawno temu, ale w powiecie czarnkowskim. Z Czarnkowem jestem związany od roku 1956, kiedy rozpocząłem naukę w naszej Alma Mater, czyli Liceum Ogólnokształcącym. Myślę, że o ówczesnym poziomie tej szkoły świadczy to, że na początku w dwóch klasach było nas ponad sześćdziesięciu, a maturę zdało osiemnaście osób. Wtedy nikt się temu nie dziwił, teraz taka szkoła nie mogłaby istnieć. Następnym etapem było Studium Nauczycielskie nr 1 w Poznaniu, kierunek Wychowanie Plastyczne i Zajęcia Praktyczno - Techniczne. Dlaczego nie muzyka? Muzyka była już wtedy dla mnie czymś więcej niż pracą, chciałem aby była tylko pasją, niezwiązaną z zawodem. Dlaczego Studium Nauczycielskie? Pewnie tradycje rodzinne. Od trzech pokoleń jesteśmy nauczycielami. Żona też nauczycielka. Od 1964 roku pracowałem do emerytury w Zespole Szkół Zawodowych, który wtedy miał nazwę Zasadnicza Szkoła Zawodowa dla Młodocianych Pracowników i mieścił się przy ul. Kościuszki (obecnie Agencja Rynku Rolnego). W międzyczasie ukończyłem studia magisterskie na kierunku elektrotechnika. Kilka lat, już jako emeryt, pracowałem w Prywatnym Zespole Szkół w Czarnkowie. Moja rodzina, w której wspieramy się we wszystkich poczynaniach, to żona, córka, syn i czterech wnuków.

Kiedy zainteresował się Pan muzyką i jaką?

- Od najmłodszych lat coś zawsze we mnie grało. W domu było pianino, skrzypce, akordeon i kiedy już mogłem dosięgnąć do klawiszy coś tworzyłem psując nerwy dorosłym. Niestety, moja edukacja muzyczna - ta formalna, szkolna - nigdy się nie zaczęła. Do podstawowych zasad harmonii, tworzenia akordów, dochodziłem sam, polegając wyłącznie na tym co słyszę. Pierwszym, który poukładał i nazwał to co sam wykombinowałem, był prof. Piotr Kiesel (Kalina), prowadzący w Liceum Ogólnokształcącym chór i zespół mandolinistów, w którym grałem na akordeonie. Od czasów szkolnych zawsze był jakiś zespół muzyczny. W Studium Nauczycielskim ilustrowałem muzycznie na pianinie spektakle kabaretu. Po powrocie do Czarnkowa utworzyliśmy z kolegami w Domu Kultury zespół "Czerwone Fraki". Na owe czasy graliśmy nowocześnie, z zacięciem jazzowym, z ciekawymi improwizacjami. Wtedy również pracowałem z kilkoma solistami, którzy z nami występowali. Później było jeszcze kilka zespołów muzycznych. Muzyka od zawsze jest dla mnie pewnym azylem, remedium na różne problemy codzienne. Najlepiej jeśli jest to jazz, nie za bardzo udziwniony lub muzyka latynoska i ciekawy, ambitny pop. Nie disco polo.

Ma Pan doświadczenie w pracy z chórami, zespołami, solistami?

- Jedynym chórem, w którym współpracuje jako korepetytor (oprócz śpiewania), jest "Harmonia". Natomiast zespołów muzycznych było kilka, wspominałem już o "Czerwonych Frakach". Prowadziłem kiedyś w szkole zespoliki, zarówno muzyczne, jak i wokalne. Jak wynika z poprzednich moich wynurzeń żadnego formalnego, szkolnego czy akademickiego wykształcenia muzycznego nie mam. Z punktu widzenia kadrowych i księgowych to pewnie wada, ale może nie aż taka wielka?

Jak doszło do decyzji o nominacji na dyrygenta chóru "Harmonia"?

- Decyzji tej w ogóle nie powinno być! Michał powinien dalej być z nami! Ale, jeśli takie już były boskie wyroki, to dnia drugiego grudnia 2020 roku, spotkał się Zarząd chóru z dyrektorem MCK i wspólnie rozważana była przyszłość naszej "Harmonii". Dyskusja była długa, ale wszystko prowadziło do jednej konkluzji: dyrygentem powinien być ktoś z "Harmonii". W najbliższym czasie, z wiadomych względów, działalność nie może być kontynuowana, ale chórzyści nie mogą pozostawać w niepewności co będzie dalej, stąd wypłynęła moja kandydatura. Ja zdaję sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. Śp. Michał wszystkie sprawy: artystyczne, administracyjne, organizacyjne, sprzętowe i wszystkie inne "sznurki" trzymał w swoim ręku. Zgodziłem się przyjąć ten zaszczytny, acz bardzo trudny obowiązek, ale tylko w zakresie spraw muzycznych i repertuarowych. Zdając sobie sprawę z coraz większych ograniczeń jakie niesie wiek, traktuję to zadanie bardzo poważnie, ale na jak długo? Musimy po prostu po ustaniu pandemii kontynuować dzieło w nadanym przez naszego Michała kierunku.

Jak zamierza Pan pracować z chórem? To będzie kontynuacja pracy Michała Górznego? Czy ma Pan inną koncepcję pracy, stylu, programu?

- Sytuacja pandemiczna, w jakiej przyszło nam żyć, nie pozwala nam na zbyt rozległe plany. Najważniejszą rzeczą jest to, byśmy, gdy już będzie można, spotkali się w pełnym składzie i mogli zaśpiewać "Leć o pieśni, leć sokołem". Moim, jak i całego Zarządu zmartwieniem jest to, czy po ustaniu pandemii wszyscy wrócą i jaka będzie sytuacja w poszczególnych głosach. W ostatnim roku odeszło od nas na zawsze ośmiu druhów. Mimo tych wszystkich rozterek i przykrych sytuacji praca musi ruszyć. Po tak długiej przerwie musimy zacząć od przypominania repertuaru, który jest opracowany i przyswojony. Będziemy również kontynuowali pracę nad utworami, które były rozpoczęte przez Michała, a wymagają dopracowania. Podstawowy styl pracy nie ulegnie zmianie, większy nacisk położymy na pracę w głosach, tym bardziej, że mam deklarację pomocy ze strony kilku druhów. Każdemu działaniu musi przyświecać jakiś cel, nie można ćwiczyć w nieskończoność bez pokazania efektów pracy. Gdy będziemy gotowi, postaramy się zorganizować koncert, aby pokazać, że "Harmonia" śpiewa dalej. Następnym zadaniem będzie poszerzanie repertuaru o nowe utwory. Najważniejszym wyzwaniem na najbliższy czas jest określenie wszystkich zadań organizacyjnych, artystycznych, sprzętowych, jak również skatalogowanie i uporządkowanie całego dorobku w postaci nut, partytur, nagrań i innych mediów zgromadzonych przez naszego nieodżałowanego dyrygenta śp. Michała Górznego. Będziemy robili wszystko, aby "Harmonia" śpiewała nadal. Nie możemy pozwolić, aby nasz trud, dorobek 27 lat rozpłynął się i pozostał tylko historią. Pamiętajmy również, że aby istniał chór, potrzebni są śpiewacy. Zapraszamy wszystkich, którzy lubią wspólny śpiew, którym zależy na podtrzymaniu tradycji chóralnych w naszym mieście, aby zasilili szeregi "Harmonii".
Piotr Keil

Mieszkańcom Czarnkowa, chórzystom i wszystkim czytelnikom "Nadnoteckich Ech" w imieniu Zarządu Chóru "Harmonia" składam najszczersze życzenia noworoczne. Niech ten nadchodzący rok będzie lepszy dla nas wszystkich. Niech nam nie zabiera najbliższych, przyjaciół i znajomych, pozwoli wrócić do normalnego życia. Zaszczepiajmy się!
Jan Łączkowski

O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |   Miasto Czarnków  |   Miejskie Centrum Kultury
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 21/37, tel./fax 600 545 261, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.