Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Fotogaleria
    Nowe forum     Reklama     Katalog firm     Archiwum
Dzisiaj jest: 20 września 2021, poniedziałek.  Imieniny: Dionizego, Filipa, Maurycego, Renaty

R E K L A M A



free counters


PATRZĄC W NIEBO



Ludzie często podejmują próbę ekspresji swoich myśli, doświadczeń i pomysłów. "Patrząc w niebo" to tomik poezji, w którym pojawia się wykpiona wolność, jednoznaczne litery spajają wieloznaczne zwroty, a dusza jest spięta kłódką z palców. Z autorką wierszy Agnieszką Miodowską rozmawia Szymon Szwed.

Pani Agnieszko skąd potrzeba ekspresji?

Po prostu czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Znamy ten tekst doskonale. Ale co on dla mnie oznacza? Gdy w głowie i duszy kotłuje się jak we wnętrzu wulkanu, to nie ma innego wyjścia, jak się "wywnętrzyć". Robimy to na różne sposoby: jedni spełniają się w kuchni, drudzy w pracy lub sporcie, a jeszcze inni szukają dla sienie miejsca w sztuce, która może przyjmować przeróżne formy. Od pióra i kartki, przez pędzel i sztalugi, aż po dłuto i kamień. Sztuka ma tyle wersji i barw, ilu jest jej twórców.

"Patrząc w niebo" to zbiór kilkudziesięciu wierszy, kiedy one powstały? Skąd tytuł?

Wiersze zebrane w tym tomiku zostały przeze mnie napisane w ciągu kilku lat. Najstarsze z nich pochodzą z 2013 roku. To byłaby najprostsza odpowiedź na to pytanie. Jednak kusi mnie niezmiernie, aby powiedzieć, że powstawały one o najróżniejszych porach dnia i nocy oraz w najróżniejszych okolicznościach. Niektóre z nich zrodziły się podczas prasowania. Inne obudziły mnie w środku nocy, błagając o zapisanie na jednej z licznych kartek, walających się przy stoliku nocnym. Są też takie, które nie pozwalały mi spokojnie zjeść, wciskając długopis w dłoń zamiast widelca. A tytuł tomiku to tak naprawdę część pewnej wypowiedzi, bo jak zerkniemy na ostatnią stronę, to sprawa się nieco wyjaśni. Jest tam dopisek: ...nie widzę przeszkód. To taka moja wersja zwrotu: Always look on the bright side of life.

Czy jest jakiś szczególny wiersz w tym zbiorze, który można określić mianem Pani "artystycznego manifestu"?

Czy można zapytać ojca Wirgiliusza, które ze swoich stu dwudziestu trzech dzieci kocha najbardziej? Żartuję oczywiście. Nie o miłość jest to pytanie. "Artystyczny manifest"? Hmm. Bez wdawania się w szczegóły jestem niepoprawną optymistką. Wręcz utopijną marzycielką. Wierzę w dobro, uczciwość i miłość. Generalnie moja dusza idealnie wpasowuje się w wiersz "zaśrodkowana". Choć często dopada mnie bunt. Taki "bunt wewnętrznych wariatów", który zmierzałby do sytuacji, gdy wokół cicho i mroczno a wariatka jeszcze tańczy.

Jak to wszystko się zaczęło, od lekcji w szkole, wizyt w bibliotece?

W szkole podstawowej, ani też w liceum nie przyszłoby mi do głowy pisać wierszy. Owszem, zawsze lubiłam opowiadać, wymyślać historie i fantazjować, ale układanie myśli w wersy zaczęło się na studiach. W wieku dziewiętnastu lat nie miałam bladego pojęcia, co chcę robić w życiu, więc poszłam za namową koleżanek na studia ekonomiczne. To właśnie na wykładach z analizy ekonomicznej czy zarządzania kapitałem ludzkim odlatywałam do odległych światów i zamiast notatek z zajęć zaczęłam pisać wiersze. Dziś uśmiecham się do siebie z politowaniem, gdy wracam do mojego pisania z tamtych lat. Ówczesne utwory, jak i setki innych, które zrodziły się przez kolejne dwadzieścia lat, znajdują się w domowej roboty tomikach w prywatnej biblioteczce i u najbliższych członków rodziny.

Śledząc Pani posty na profilach społecznościowych widać, że podnosi Pani średnią czytelnictwa w kraju, jakiś ulubiony autor, książka?

To prawda, uwielbiam czytać. Uwielbiam przenosić się do innych światów, poznawać poglądy bohaterów książek, wnikać w ich motywy postępowania, uczyć się zrozumienia i wybaczania. Chyba właśnie te rzeczy najbardziej przyciągają mnie do czytania powieści. Miłość do słowa pisanego zrodziła się we mnie, gdy w moje ręce wpadła "Saga o Ludziach Lodu" norweskiej pisarki Margit Sandemo. To były lata dziewięćdziesiąte. Później moim przewodnikiem stała się "Chata" Paul’a Young’a, a obecnie na moich półkach można znaleźć Olgierda Świerzewskiego, Frederick’a Forsyth’a, Wojciecha Kulawskiego czy typowo kobiecą literaturę Sabiny Waszut i Katarzyny Nowakowskiej.

Zawodowo jest Pani pedagogiem, nauczycielem języka niemieckiego, czy w planach wcześniej była polonistyka?

Faktycznie, moja przygoda z edukacją rozpoczęła się od nauczania języka niemieckiego. Jednak ostatnie niemal dziesięć lat skupiam się już tylko na uczeniu języka angielskiego. A najciekawsze jest to, że zawsze marzyłam o wprowadzaniu dzieci w świat matematyki. Zaskakujące, prawda? W szkole uchodziłam za umysł ścisły. Nigdy nie miałam większych problemów z fizyką, chemią czy właśnie matematyką. Mimo to, odkąd pamiętam kochałam rozmawiać, dzielić się myślami, poznawać wizje innych ludzi. Aczkolwiek polonistyka nie przeszła mi przez myśl ani przez sekundę.

Jak wyglądała praca nad tworzeniem tomiku i później nad jego wydaniem?

Pomysł wydania tomiku zrodził się pod namową przyjaciół piszących wiersze. Kusili, bym spróbowała wybrać najlepsze w mojej opinii utwory i poszukać chętnego do współpracy wydawnictwa. Oczywiście można było szukać wydawnictwa, które zajmie się wszystkim: od poskładania, przez wydrukowanie, po marketing i dystrybucję. Nie miałam jednak na to parcia, by trafić do licznych księgarni i rzeszy czytelników. Po prostu chciałam zostawić coś "ładnego" po sobie, w wersji papierowej i w bardziej profesjonalnej niż moje pierwsze tomiki. Trafiłam na wydawnictwo Black Unicorn, dogadaliśmy wszystko, co trzeba w przeciągu paru tygodni i już.

Skąd czerpie Pani pomysły, inspiracje tworząc swoje wiersze?

Tak naprawdę inspiracja jest wszędzie: w rozmowach (prowadzonych i usłyszanych), marzeniach (nie tylko moich), obrazach, snach, zaskakujących zwrotach, grach słownych. Inspiracja po prostu nie ma konkretnej formy ani żadnych granic.

Jakie plany na przyszłość, związane z pracą twórczą?

Nie umiem dziś powiedzieć, czy wydam kiedykolwiek kolejny tomik poezji. Nie wiem, czy zbiorę tyle wierszy, by było co sklejać w jedną całość. W ostatnich latach skupiłam się bardziej na pisaniu prozy. Mam dwie powieści w połowie, które na ten moment czekają na moją uwagę i czas. Mam też sporo miniaturek, z których mogłaby powstać książka - składanka. Wszystko tkwi w zawieszeniu, bo ich autorka znów za czymś goni i szuka miejsca, by przysiąść na może nieco dłuższą chwilę.

Co powiedziałaby Pani, osobom które piszą wiersze?

Co? Czujecie potrzebę, to piszcie. Składajcie myśli w wersy. Nie patrzcie, czy to wiersz rymowany, biały czy wolny, akrostych czy villanella. Twórzcie swoje własne wersje poezji. Niech będzie wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, tak jak wy sami jesteście. Ale jeśli chcecie odnaleźć się na rynku, trafić w gusta czytelników, to możecie zatracić prawdziwe Ja w swojej poezji. A tego nikomu nie życzę.

Czy Lubasz, w którym Pani mieszka dostarcza weny twórczej?

Mieszkam w Lubaszu od 2005 roku. Uwielbiam naszą miejscowość. Jej spokój, "nienatrętność" i klimat. Nie chcę umniejszać wagi Lubasza jako źródła weny, ale jak już wspomniałam inspirację można znaleźć wszędzie: w lesie, na łące, w starym kościele, nad rzeką, w tłumie czy na pustyni. Moim zdaniem dla twórcy nie ma specjalnie znaczenia, gdzie się znajduje. Najważniejsze jest to, co odczuwa i co nosi ze sobą w duszy.

Czy nick którego używa Pani w profilach społecznościowych "Acomitam" można traktować jako pseudonim artystyczny?

Dobre pytanie. "Acomitam" tak naprawdę przykleiło się do mnie nie tak dawno. Chyba od czasu, gdy zaczęto mówić o pandemii. Przez większość lat znana byłam w mediach społecznościowych jako WiedzoJa i to określenie chyba mówi o mnie więcej. Obecne "Acomitam" to raczej wynik fazy buntu, o której wspominałam wcześniej. Po prostu to rodzaj afirmacji. Czasami mam tendencję o zbytniego przejmowania się sprawami, na które nie mam wpływu, a bardzo bym tego nie chciała.

Dziękuję za rozmowę.

O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |   Miasto Czarnków  |   Miejskie Centrum Kultury
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 21/37, tel./fax 600 545 261, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.